dzieckokanapa scaled

10 zdań, których najlepiej unikać w komunikacji z dzieckiem

Życie rodzica bywa zupełnie różne od katalogowych wyobrażeń na temat rodzicielstwa. Dzieci potrafią wywrócić uporządkowany świat dorosłych do góry nogami, wprowadzając do niego swoją nieskrępowaną energię, spontaniczność, ciągle niezaspokojoną potrzebę odkrywania świata i zdobywania nowych umiejętności. Miewają swoje autorskie pomysły, które często nie idą w parze z planami rodziców.

Dzieci uczą się wyznaczania własnych granic i rozpoznawania, gdzie przebiegają granice innych. Mają w sobie wiele emocji, często silnych i szukających ujścia. Rola rodzica to między innymi podążanie za dzieckiem i towarzyszenie mu w codziennych zmaganiach. Ogromne znaczenie ma w tym wszystkim komunikacja, która buduje relację.

Jak mówić, żeby dzieci słuchały

Rodzice często zastanawiają się, w jaki sposób mówić do dzieci, by jasno określać swoje potrzeby i by dzieci chciały słuchać. W naszych głowach prawdopodobnie pojawiają się czasem utarte zwroty i zdania, które być może sami słyszeliśmy jako dzieci.   

Odwróćmy więc na chwilę perspektywę i skupmy się na tym, czego na pewno nie mówić dziecku. To pierwszy krok w stronę odpowiedzi na pytanie o lepszą jakość komunikacji i dążenie do porozumienia.  

  • Nie bądź beksą

Podobnej frazy możemy wysłuchać w popularnej piosence dla dzieci: „Kto jest beksą i mazgajem, ten się do nas nie nadaje…”. Zwracając się do dziecka w ten sposób, nie wspieramy go w trudnej dla niego chwili. „Beksa” jest określeniem stygmatyzującym i zawstydzającym, o negatywnym wydźwięku.

Dziecko nie znajduje akceptacji dla swoich emocji – być może smutku lub złości – ponadto otrzymuje informację: „nie powinieneś płakać, płacz to coś złego i wstydliwego, a twoje uczucia mnie nie interesują”. 

  • Natychmiast podziel się tą zabawką

Każde dziecko w pewnym momencie (zazwyczaj około 2. roku życia) wchodzi w etap, w którym odkrywa zaimek dzierżawczy „moje” oraz jego odmiany: „mój”, „moja” etc. Na tym etapie maluch niechętnie dzieli się zabawkami lub nawet w ogóle nie chce się nimi dzielić, ponadto traktuje jak swoją własność wszystko, co znajdzie się w zasięgu jego wzroku, spodoba mu się lub trafi do jego rąk.

Zmuszanie dziecka do podzielenia się ukochaną zabawką nie spowoduje, że odkryje ono zalety koleżeńskości. Dzieje się tak z jednego prostego powodu – odkrycie to nie leży w obszarze jego kompetencji. Dzieci około dwuletnie, a także starsze chcą mieć pewność, że to, co należy do nich, nie zostanie im odebrane – wyznaczają przy tym swoje granice.

Nie nakłaniajmy malca do tego, by oddał ulubiony samochodzik koledze wbrew chęciom – skutek może być zupełnie odwrotny od zamierzonego. Jeśli innemu dziecku bardzo zależy na pożyczeniu zabawki, możemy zapytać pociechę, co sądzi o chwilowej zamianie zabawkami lub po prostu o użyczeniu przedmiotu, którym bardzo chciałby pobawić się kolega/koleżanka.

Najlepiej, jeśli sami na co dzień będziemy przykładem dla naszych dzieci i swoim zachowaniem będziemy konsekwentnie pokazywać im, że dzielenie się może być źródłem radości. To przekonanie przyjdzie z czasem, w naturalny, niewymuszony sposób. 

  • Jak nie będziesz mnie słuchać, to ten pan/ta pani cię zabierze

Dzieci nie zawsze chcą wykonywać polecenia dorosłych. Mogą mieć zupełnie inny pomysł, nie mieć na coś ochoty, nie chcieć odrywać się od ciekawego zajęcia, chcieć zrobić coś po swojemu.

Straszenie dziecka i manipulowanie nim w celu wymuszenia pożądanego zachowania nie powinno mieć jednak miejsca. Być może niektórzy rodzice osiągną w ten sposób swój cel – dziecko posłusznie wykona polecenie. Zrobi to jednak nie z przekonania, lecz ze strachu, dlatego nie możemy mieć pewności, że następnym razem sytuacja się nie powtórzy.

Takie groźby mogą natomiast obudzić w dziecku lęk i zachwiać jego poczuciem bezpieczeństwa, a w końcu sprawić, że dziecko straci do rodzica zaufanie – podstawę dobrej relacji.

  • Zjedz ładnie całą zupkę, to dostaniesz ciasteczko

Dlaczego rodzicom tak bardzo zależy na tym, by dziecko zjadło posiłek do ostatniego okruszka? Czy dorosłe osoby także zjadają zawsze absolutnie wszystko, co znajdzie się na ich talerzach? Dzieci w znakomitej większości potrafią zadbać o swoje potrzeby – robią to od momentu przyjścia na świat.

Od pierwszego oddechu potrafią zasygnalizować swój głód, potrzebę zmiany pieluchy, snu czy bliskości rodzica. Nie tracą tej umiejętności w późniejszym okresie. Zdrowe dziecko potrafi samo zdecydować o tym, czy chce zjeść dany posiłek oraz ile go zjeść. Warto, by maluch nauczył się rozpoznawać u siebie oznaki głodu i zaspokajać tę potrzebę.

Wspierajmy dzieci w tym procesie, nie zmuszając ich do jedzenia, gdy zwyczajnie nie są głodne lub są już najedzone (gdyż najadły się już tym, co zjadły i w takiej ilości, w jakiej zjadły). Jeśli dziecko odmawia jedzenia, zamiast przekonywać go do zjedzenia posiłku obietnicą słodkiego deseru, poczekajmy, aż samo zgłodnieje. 

  • Nie wchodź tam, bo spadniesz

Potrzeba odkrywania świata jest dla człowieka tak naturalna, jak potrzeba snu. Małe dziecko uczy się przez doświadczanie i potrafi wyciągać wnioski z rozmaitych zdarzeń, w których bierze udział. Uparcie przekonując dziecko o niepowodzeniu jego przedsięwzięcia  (np. podczas wspinaczki na wysoką drabinkę na placu zabaw), odbieramy mu wiarę w jego umiejętności, a także możliwość zdobycia doświadczenia.

Tymczasem w znakomitej większości takich sytuacji wystarczy, by dziecko realizowało swoje zamierzenia pod czujnym okiem rodzica, lecz bez jego ingerencji. O ile sytuacja nie stanowi zagrożenia dla życia lub zdrowia dziecka (oraz innych osób), pozwólmy mu na takie próby umiejętności.

  • Zobacz, jak dziewczynka ładnie idzie za rękę

„A Ty znowu biegasz i robisz mi na złość”. Porównywanie dziecka z innymi i stawianie go przy tym w złym świetle z pewnością nie stanowi ani dla malca, ani dla starszaka motywacji do zmiany zachowania.

Dziecko otrzymuje informację o tym, że zachowuje się „źle” oraz że inne dzieci są lepsze/grzeczniejsze od niego. W dalszym ciągu jednak nie wie, czego oczekuje od niego rodzic, a także co konkretnie nie podoba się rodzicowi i co stanowi źródło jego niezadowolenia. 

  • Nie płacz już, przecież nic się nie stało

Czy aby na pewno nie ma o co płakać? Dorośli być może nie płaczą z powodu upuszczenia dopiero co rozpakowanego lizaka na drogę, ale dla dziecka taka „błahostka” bywa zupełnie poważną sprawą. Oto dziecko straciło właśnie coś, na czym bardzo mu zależało.

I to, co w danym momencie przeżywa, jest szczere i prawdziwe. Nie warto negować emocji malca, kierując się chęcią pocieszenia go. W przeciwnym wypadku dziecko dowie się jedynie, że jego uczucia nie są ważne, w końcu „nic takiego się nie wydarzyło”. 

Przeczytaj także: „Rola dotyku w emocjonalnym rozwoju dziecka”

  • Mówiłam Ci, żebyś uważał, a Ty to rozlałeś/popsułeś/upuściłeś

Sytuacje, w których dzieciom coś się nie udaje, przydarzają im się tak samo, jak dorosłym ludziom. Warto zastanowić się przez chwilę, czy podobne zdanie wypowiedzielibyśmy do samych siebie, gdyby z rąk wypadła nam szklanka. Jeżeli pozwalamy dziecku na samodzielne wykonanie jakiejś czynności, weźmy pod uwagę scenariusz, w którym nie wszystko idzie zgodnie z (naszym) planem.

A jeśli tak już się stanie, pokażmy dziecku, w jaki sposób może naprawić sytuację – pomóc w sprzątaniu rozbitych naczyń, zetrzeć rozlaną wodę itp. Dziecko widzi, co się stało i jest w stanie wyciągnąć wnioski ze zdarzenia.

Natomiast stwierdzenia takie, jak powyższe przekazują dodatkową, obciążającą dziecko informację: „nie nadajesz się do tego, nie potrafisz”. I to najczęściej zostaje w jego pamięci.

  • Jeśli jeszcze raz na mnie krzykniesz, to pójdziesz do pokoju

Znamy tę sytuację, kiedy dziecko w złości potrafi krzyczeć na rodzica, ile sił w płucach. Emocje biorą górę nad racjonalnym myśleniem. Całkowicie blokują inne reakcje. Groźba tak zwanego „time outu” oznacza dla przeładowanego złością i bezradnością dziecka zupełny brak wsparcia i samotność w sytuacji, z którą nie może poradzić sobie samo.

Świadomość obecności i wspierającej postawy rodzica zazwyczaj pomaga dziecku podjąć próby wyciszenia oraz uporać się z gwałtownymi emocjami. 

  • Zostaw to, bo popsujesz

Dzieci zwykle nie zastanawiają się, czy testując jakiś przedmiot (biorąc go do ręki, manipulując nim), uszkodzą go. Kieruje nimi głównie impuls – w tym przypadku ciekawość. Często jednak zapobiegawcze komunikaty rodziców działają jak samospełniające się proroctwo – „skoro popsuję to, no to tak właśnie zrobię”, wywołując efekt przeciwny do zamierzonego.

Jeśli martwimy się o daną rzecz, możemy ją odpowiednio wcześniej zabezpieczyć – zanim znajdzie się w zasięgu rąk dziecka. Pomocne może być również stwierdzenie faktu: „Ten przedmiot jest bardzo delikatny, chciał/abym, żebyś trzymał go ostrożnie i gdy już obejrzysz, odłożył go na miejsce”.

jak rozmawiać z dziećmi?

Jak zatem rozmawiać z dzieckiem? Z otwartością i szczerą ciekawością tego, co skrywa dziecięcy świat. Z wiarą w możliwości małego człowieka, uznaniem jego potrzeb, emocji i granic. Opisując poszczególne sytuacje, nazywając uczucia im towarzyszące, odnajdując sedno każdej sprawy. Pamiętając, że słowa mają wielką moc.

Redakcja tekstu: Anna Hudek 

Privacy Preferences
When you visit our website, it may store information through your browser from specific services, usually in form of cookies. Here you can change your privacy preferences. Please note that blocking some types of cookies may impact your experience on our website and the services we offer.